Na oddziale toksykologii byłam 3 dni. 3 dni podłączona pod kroplówki wypłukujące ze mnie toksyny spowodowane lekami (polekowy zespół serotoninowy). Bardzo mocno chciało mi się przez nie "siusiać". Na szczęście nie podłączyli mi cewnika (podobno jest to bardzo nieprzyjemne) tylko pozwolili załatwiać się do "basenu" który miałam postawiony obok łóżka szpitalnego. Nic nie jadłam. Rosół - chociaż powinien być raczej nazwany rosołem w cudzysłowie - był zrobiony z kostki. Dosłownie. Kostka rosołowa zalana wrzątkiem z dodatkiem rozgotowanego makaronu. Pulpet rybny z niewiadomego pochodzenia ryby z ościami. Rozgotowane ziemniaki. Zdechła surówka z marchwi. Okay, rozumiem. Powinnam się cieszyć że w ogóle dostałam coś do jedzenia bo niektórzy nie mają takiego szczęścia. Chodzą głodni, są bezdomni. Dzieci w Afryce. Wszystko rozumiem lecz wydaje mi się że jeżeli jest się w szpitalu to powinno się dostać zdrową i zbilansowaną dietę, która pomoże w zdrowieniu a nie "rosół" nafaszerowany chemią bez żadnych składników odżywczych.
W ciągu drugiego dnia przyszły do mnie studentki psychiatrii. Miałam rozwiązać test na 500 pytań. Praktycznie w jednej trzeciej się poddałam. Byłam naćpana Relanium na uspokojenie. Relanium / benzodiazepiny. Rozpłakałam się. Przyszedł do mnie psycholog. Zwyzywałam go. Nie chciałam nikogo widzieć. Mój mózg był otumaniony. Nie pamiętam dokładnie co robiłam.
3 dzień. Wyjazd do szpitala psychiatrycznego. Karetka. Przyjęcie na oddziale. Nie było dla mnie akurat miejsca więc musiałam na jedną noc pójść na oddział dla alkoholików. Wprowadzali mnie ciemnymi brzydkimi korytarzami. Wyglądało to jak w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Wszędzie kraty w oknach. Stanęłam na środku korytarza, gdy zorientowałam się gdzie jestem to zaczęłam wręcz wyć z przerażenia. Bardzo się bałam. Podeszli do mnie inni pacjenci. Zaczęli mnie pocieszać i uspokajać. Dzięki tym osobom przetrwałam pierwszą noc w szpitalu.
Kolejnego dnia zostałam przeniesiona na właściwy oddział dla depresji i zaburzeń osobowości. Spędziłam na nim dokładnie 23 dni. Z tamtego pobytu pamiętam mało. Było to w styczniu tego roku a ze względu na moje problemy z pamięcią, ciężko mi opisać doświadczenia sprzed kilku miesięcy. Opiszę bardziej dokładnie drugi pobyt. Wyszłam 4 dni temu ze szpitala także jestem w stanie bardziej dokładnie się rozpisać.
Za drugim razem zgłosiłam się sama. Przestałam brać leki które miałam ustawione przez lekarza psychiatrę. Był to bardzo duży błąd. Bardzo często powtarzany przez wiele osób. Myślałam że jeżeli czuję się już super to mogę sama z siebie odstawić psychotropy. Bardzo się myliłam. Wraca jeszcze gorszy stan niż sprzed początku brania aktualnych leków i znowu może dojść do tragedii. Powróciły do mnie myśli samobójcze pomimo że z partnerem w tym momencie bardzo dobrze nam się układało. Dałam się zamknąć w szpitalu dla Niego. By odpocząć od rzeczywistości i móc przemyśleć sobie wiele spraw. By być dla Niego jeszcze lepszą wersją siebie.
Rozpiszę Wam teraz za pomocą podpunktów jak wyglądał mój dzień na oddziale:
- 7:00 GIMNASTYKA
- 7:30 ŚNIADANIE
- 8:00 LEKI
- 9:00 DO OKOŁO 10:00 OBCHÓD LEKARZY PO WSZYSTKICH SALACH PACJENTÓW (trzeba było siedzieć na swoim łóżku i czekać na cały personel oddziału. Odpowiedzieć na kilka prostych pytań Pani Ordynator oddziału pt: "Jak się Pani spało?", "Jak się Pani czuje?" itp.)
- 10:00 do 12:30 CZAS WOLNY (najczęściej spędzany w gronie koleżanek z oddziału - w końcu poczułam że ktoś mnie rozumie - w końcu miałam koleżanki które chyba na prawdę polubiły to jaką jestem osobą. Przestała w końcu doskwierać mi samotność.)
- 12:30/13:00 OBIAD
- 14:00 LEKI (tylko niektóre osoby dostawały leki popołudniowe. Ja przez jakiś czas musiałam brać furaginę na pęcherz bo niestety cierpię na chroniczne zapalenie pęcherza i przydatków od dziecka. Higiena toalet pozostawiała wiele do życzenia w owym szpitalu więc niestety doszło u mnie do zakażenia.)
- 14:00/16:30 CZAS WOLNY (chyba że aktualnie pani terapeutka miała czas to o 15:00 zabierała niektórych pacjentów (którzy otrzymali zgodę od lekarza prowadzącego) na spacer po terenie szpitala.)
- 16:30 KOLACJA
- 17:00/20:00 CZAS WOLNY
- 20:00 LEKI
- 22:00 CISZA NOCNA
Jak widzicie szpital psychiatryczny zapewnia tylko i wyłącznie pomoc w odpowiednim dobraniu leków. Wszystkie zajęcia w czasie wolnym musieliśmy razem z innymi pacjentami wymyślać sobie sami. Nie było odpowiedniej ilości personelu do tego aby zając się wystarczająco wszystkimi pacjentami. Czystość toalet i całego oddziału pozostawiała wiele do życzenia. Panie sprzątające myły drzwi brudnymi mopami którymi myły również podłogi na całym oddziale. Jedzenie było delikatnie lepsze od tego na oddziale toksykologicznym. Wszystko trzeba było dosalać i dopieprzać. Zupy były robione na wodzie. Ziemniaki były stare i bardzo mączne. Jajka gotowane na twardo były nie świeże - nie dość że bardzo brzydko pachniały to miało się po nich rewolucje żołądkową. Ogólnie jestem w stanie powiedzieć że po całej tej szpitalnej diecie miałam problemy gastryczne. Ciągłe wzdęcia, biegunki i zatwardzenia naprzemiennie, gazy. To była norma po tym jak nas karmili.
Jestem już bardzo zmęczona...
Dokończę opowieść jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz